Mój przypadek można traktować jako dowód niezwykłej plastyczności mózgu człowieka.Jest rzeczą trudną przy naszym słabym mózgu uzmysłowić sobie w pełni, że nie można pojąć czegoś, co jest niepojęte.

generation gap

wtorek, 27 marca 2012

jpgBrawa ekipy rządzącej oraz dla reszty darmozjadów!

To jest ich tanie państwo, polityka prorodzinna i socjalna. Niejeden parlamentarzysta żre obiad w poselskim bufecie lub sushi w eleganckiej restauracji za równowartość kwoty jaką biedni ludzie mają na cały miesiąc. Potem bredzi jeden przez drugiego, że sytuacja w kraju jest trudna, mamy kryzys i trzeba zaciskać pasa, a prawda jest taka, że polscy politycy tak zaciskają pasa, że ich tłuste gęby ledwo się w kadrze mieszczą.

Ciekawe ,o ile jeszcze zostaną podniesione stare podatki i ile wymyślą nowych?

Ilu jeszcze ludzi umrze z głodu? O ile skoczą ceny na wszystkie dobra? Ilu ludzi straci prace z dnia na dzień i zostanie pozostawionych samym sobie? Nie ma kraju dla ludzi chorych i słabych. Ale są społeczeństwa, którym los takich ludzi nie zwisa tak jak u nas. Jesteśmy na tyle bogaci by utrzymywać system kościelny za ogromne pieniądze, a nie system opieki.

W którym kraju tak jak u nas codziennie praktycznie w tv publicznej i prywatnych puszczane sa dokumenty i reportaże o ludzkich skrajnościach ? Żeby nie rzec patologiach? dramatach, przy których czyjąś jedna rata za prąd czy splata dwóch rat za 8 letni samochodu staje sie błogością i rajem w porównaniu do tego co błyska na ekranie !?

Media realizują swój cel - Kowalski i Wiśniewscy - oni wszyscy - maja poczuć się moralnie lepiej, dumniej - że to nie ich dotyczy : za swoje 1500-2000 mogą mieszkać w niezbyt dużej klitce, odświeżonej remontem, mieć 10 letni samochód na raty, kupić sobie na weekend parowki w Biedronce, a nawet - o zgrozo! - kupić sobie nowy model odkurzacza w markecie za jedynie 10x0 rat.

Nie ma żadnych programów, które by pokazywały jak ktoś z takiego dołka ciężką praca i uczciwie wychodzi . Pokazuje zwykle nowobogackich cwaniaków, którzy zdobyły bogactwo nieuczciwie i na ludzkiej krzywdzie, aby takiemu Kowalskiemu przypadkiem nie zamarzyło sie takie same rozwiązanie "ty lepiej Zenek nie wchodź w te biznesy i juz"...

Juz lada dzień w tv kolejne reportaże ludzkich tragedii - i czas by dopompować swoje ego i status społeczny "jak ja to mam dobrze w tym kraju jednak"....

piątek, 02 września 2011

jpg

Kraków, rok 1978, kultowa herbato-kawiarnia na Gołębiej.

30. letni wówczas filozof Jacek N, zwany "Dżadża" (dość wyraźna nadwaga i 10. letni już staż małżeński na głowie) , siorbie swoją herbatkę i w ulubiony sposób powoli, magnetycznie koncentruje na sobie uwagę sporej liczby siedzących przy sąsiednich stolikach panienek.

Idzie mu świetnie, głośno peroruje, błyszczy.

Nagle wchodzi Jan Himilsbach, z kimś drugim; zachowuje się głośno, rozgląda, zamawia dobre alkohole.

Już żadna panienka nie zwraca uwagi na biednego Dżadżę.

Ten jeszcze przez chwilę próbuje walczyć, nie ma szans. Nagle głośno, z hukiem krzesełka wstaje podchodzi do stolika Himilsbacha, staje nad nim; wielki, brodaty i mówi silnym głosem:

- "Stary, kopsnij no szluga!"

Sala zamiera, Himilsbach patrzy zdziwiony, potem jakoś się kurczy i wyciąga w kierunku Jacka paczkę "sportów". Ten wyjmuje dwa, powoli, powoli, rozpina kieszonkę koszuli-bluzy, chowa jednego, drugiego wkłada do ust - ale stoi nad swoim dobroczyńcą nadal.

Słychać kędy w kątach pluskwy tną stare tapety i jak gwałtownie tłucze się serce barmanki.

Dżadża przeciąga tą sytuację, wydaje się - w nieskończoność. Potem mówi:

"Stary, a żarku to kto mi kopsnie?"

Himilsbach rozgląda się bezradnie, ale nikt nie przychodzi mu z pomocą. Zapala zapalniczkę, ale Jacek nie chce się pochylić; musi więc unieść się z miejsca, prawie wstać. Już wie wszystko - jest przegrany.

Zadowolony Dżadża wraca powoli do naszego stolika - wszystkie panienki, łącznie z barmanką, patrzą już tylko na niego ...

W Mińsku ludzie na nowo zaczynają Jana odkrywać.

Miałam wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Opowiedziałam anegdotę, jak Himilsbach miał grać w "Liście Schindlera". Epizod, ale amerykańska gaża, Hollywood! A Janek mówi, że nie chce. Zażyczyli, żeby się angielskiego nauczył. No i co?

"No - mówi Himilsbach - ja to bym się i nauczył, ale potem innego znajdą, a ja zostanę z angielskim jak ten ch...".

Sala w śmiech. W tym momencie wchodzi pani dyrektor domu kultury:

"Mam dobrą wiadomość - od wtorku mamy wykłady angielskiego!".

Emeryci leżą ze śmiechu.

Eleganckie panie i panowie z tylnych rzędów krzyczą: "A na ch... nam ten angielski!". Tak, przeżywa renesans Janek Himilsbach.

 A Jacek?Mieszko w Toronto, Kanada. Ma uroczego syna i dalej stara się podrygiwać...

sobota, 09 lipca 2011

jpg

44-letni elektryk z Krakowa spędził ponad dwa tygodnie koczując na lotnisku w São Paulo – bez pieniędzy i znajomości jakiegokolwiek obcego języka. Niewykluczone, że miał zostać – nieświadomie – narkotykowym kurierem. Przyleciał do tego kraju po raz pierwszy w swym życiu, bez powrotnego biletu, bez pieniędzy, z niewielkim bagażem i nie znając żadnego języka poza ojczystym. I’am Poland – powtarzał jedynie pracownikom lotniska, którzy po kilku dniach zainteresowali się osobą dyskretnie okupującą jedną z ławek przed terminalem lotniska.

Przed II wojna swiatowa w Białymstoku dużą popularnością cieszyła się cukiernia Izraela Lewina. Nazwisko własciciela jest umieszczone na liscie Zydów ofiar Holokaustu Yizkor Book at Yahud, "Bialystok Hall", ale nic nie wiem o wojennych losach Izraela ani jego rodziny.

 

jpg

Przed wojna kawiarnia znajdowała się przy ul. Sienkiewicza 24. Oprócz wyśmienitych ciastek, dobrych lodów i aromatycznej kawy , atrakcją lokalu była córka właściciela – panna Lewinówna. Przez cukiernię dzień w dzień przewijał się tłumek amatorów słodkości i urody Jewgienii . Wiosną 1926 roku adoracja ta stała się uciążliwa. Do cukierni zaczął dzwonić "jakiś jegomość, który wymyślał administracji cukierni w najordynarniejszy sposób. Tajemniczy ów gość dzwonił do cukierni przynajmniej 20 razy dziennie i zachowując ścisłe incognito wymyślał zarządowi cukierni wprost w niedopuszczalny sposób". Gdy w słuchawce usłyszał damski głos, a gdy na dodatek rozpoznał, że rozmawia z piękną Żenią, to zaczynał prawić rozmaite komplementy ogólnie uznane za sprośne. Levin bezskutecznie zwracał się do centrali telefonicznej, chcąc ustalić numer natręta. Bezskutecznie - dyrekcja poczty odmawiała. W całej tej historii nie byłoby nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że ten "adorator cudzych śliwek" łajał personel cukierni i składał niedwuznaczne propozycje jego piękniejszej części po: polsku, rosyjsku, francusku, niemiecku i w jidysz. I w każdym z tych języków był zrozumiany!

niedziela, 30 maja 2010

Często się mówi, że matka ma się tylko jedną, nieprawda; jedna kobieta może urodzić, druga wychować i choć ta pierwsza będzie biologiczna, to często prawdziwą matką jest ta druga, która wychowała. Co do pełnienia ról w rodzinie; więcej cech dzieci przejmują od matki ale oboje rodzice powinni wychowywać dziecko. Moje dzieci były pozbawione opieki wychowawczej ojca - jeden wybrał „wolność polityczną” w USA, drugi zakochał na śmierć i życie jeszcze w wieku płodowym naszej córki. Po kilku latach pożycia.... Do kogo dzieci maja żal? Oczywiście, że do mnie! Bo to ja się rozwiodłam, nie przyjęłam roli nieszczęśliwej matki-Polki, harowałam jak głupia, żeby było na chleb z masłem i szynką, na wakacje, na wszystko co miały inne dzieci...

W literaturze wymienia się różne trzy typy osobowości matek, których rolę w rozwoju dziecka ocenia się niekorzystnie. Każdy z tych typów matek wpływa inaczej na dziecko, lecz zawsze jest to wpływ negatywny, niezrównoważony emocjonalnie, neurotyczny.

ja swojej matki nie kocham. byla dla mnie wredna i nigdy mnie nie wspierala. darła się tylko od rana do wieczora. zawsze uważała, że dzieci trzeba bić, bo tylko poprzez bicie dziecko może być posłuszne. szczerze jej nienawidziłam. wyprowadziłam się z domu zaraz po maturze i nie żaluję. dodam, że moja matka jest wykształconą kobietą i wykładała na wyższej uczelni. nie wiem, dlaczego była taka wredna ... naprawdę wredna!

 

Matka autokratyczna wymaga od dziecka bezwzględnego posłuszeństwa, podporządkowania się, narzuca mu swą wolę, bezustannie nim stresuje. Hamuje aktywność i samodzielność dziecka. Wygląda na opis moich relacji z którymś z dzieci? Nie, choć byłam i jestem drobiazgowa, nieustępliwa, korygująca, narzucająca dziecku wysokie wymagania. W czasach wyścigu szczurów inaczej się nie da...

Momentami byłam lękliwa, nadmiernie skrupulatna i opiekuńcza. Rozpuszczałam swoje dzieci...

Taka matka niezrównoważona - nerwowa, najczęściej przemęczona pracą, nieznajdująca czasu dla siebie i rodziny, co wiąże się z wybuchowością, zmiennością i drażliwością.

Matką kochająca - która troszczy się o dziecko, nie pozbywa się pod byle pretekstem. Nigdy nie miałam dość dużo czasu na zabawę czy pomoc w nauce, dzieci musiały wykorzystywać własne umiejętności, w czasie, gdy ja zarabiałam na chleb. Więcej było za mnie pożytku w szkole niż we własnym domu. Byłam bardzo dobra nauczycielka i złą matką? Słowem matką nieszczęśliwą, kobietą rozczarowaną pożyciem małżeńskim?

Niestety, trzeba pamiętać, że matka to zwykły człowiek i jak każdy człowiek ma jakieś wady. Apoteoza jej osoby może tylko zaciemnić jej prawdziwa naturę.

 

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Po tragicznej katastrofie samolotowej, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, trwa żałoba i Polskę czeka dniach wiele uroczystości pogrzebowych. Większość z nich odbędzie się w obrządku katolickim. A jak wygląda pogrzeb i żałoba w tradycji judaizmu?

Od wielu pokoleń rodziny żydowskie przestrzegają stałego obrządku pogrzebowego. Według nakazu religijnego prawa żydowskiego pogrzeb musi odbyć się jak najszybciej. Jedynie, gdy musiałby odbyć się w Szabat lub święto – może być przesunięty na okres późniejszy niż dwadzieścia cztery godziny po zgonie.

Pogrzeb i wszystkie zwyczaje z nim związane muszą być najprostsze i najskromniejsze, na ile to tylko możliwe.

Organizacją pogrzebu zajmuje się chewra kadisza („święte stowarzyszenie”) – bractwo pogrzebowe działające przy synagodze lub gminie i opiekujące się również cmentarzem.

Prawo religijne zabrania skomplikowanych i wystawnych pogrzebów, wychodząc z założenia, że wszyscy są równi wobec śmierci.

Trumna (aron) powinna być prosta, bez ozdób, drewniana.

Ciało ubrane w prosty, biały całun (tachrichim) - w fastrygowany, a nie szyty. Rabini zawsze zwracali uwagę na „demokratyczny wymiar śmierci”, aby biedne rodziny nie czuły się zawstydzone na cmentarzu skromnością pogrzebu ani nie próbowały dorównać – kosztem wyrzeczeń – swoim bogatym sąsiadom.

W trakcie pogrzebu trumna jest zamknięta, nie ma zwyczaju „oglądania” zwłok. Podczas wszystkich pogrzebów ortodoksyjnych i większości innych odłamów judaizmu, nie składa się kwiatów na grobie ani nie ma zwyczaju gry na instrumentach muzycznych, ponieważ i kwiaty, i muzyka symbolizują radość. Natomiast popularne jest wpłacanie pieniędzy na cele dobroczynne, dla uczczenia pamięci zmarłego.

Pogrzeby trwają krótko. Najpierw odbywa się uroczystość w domu pogrzebowym, gdzie zmarły jest wspominany w mowie zwanej hesped – której celem, z założenia, jest uświadomienie słuchaczom bólu, wynikającego z poniesionej straty. Później trumna zostaje przeniesiona na cmentarz. Gdy zostaje ona opuszczona do grobu, najbliżsi krewni zmarłego rzucają na nią zazwyczaj pierwsze szpadle ziemi.

Tora skierowywała uwagę człowieka na życie. Jednak nie znaczy to, że całkowicie milczy na temat pogrzebu. To właśnie w Torze - w księdze Dewarim znajduje się nakaz pogrzebania człowieka w dzień śmierci (21, 23). Także z Tory wyinterpretowane jest przykazanie nakazujące położenie kamienia nagrobnego ("oznaczenia grobu").

Oznaczenie nim miejsca czyjegoś pochówku jest uznawane za spełnienie przykazania, micwy chesed szel emet, czyli „prawdziwego umiłowania”. Micwa ta ma swoje źródło w historii biblijnej – w sytuacji, w której Jaakow prosi swego syna Josefa, aby nie zostawiał po śmierci jego zwłok w Egipcie, używając tych właśnie słów: „postąp wobec mnie z dobrocią i prawdą” (prawdziwym umiłowaniem) (Bereszit 47, 29).

Judaizm uważa tę formę dobroci, którą skierowujemy wobec zmarłych, za najwyższą formę dobroci, bo nie istnieje najmniejsza nawet możliwość, aby ten, komu ją okazujemy, mógł nam za nią odpłacić. Jest to więc dobroć całkowicie bezinteresowna.

Takie traktowanie zmarłego jest przyczyną istnienia popularnego zwyczaju kładzenia kamyków na grobie przez Żydów odwiedzających cmentarze. Gdy już odbył się pogrzeb (nawet, jeśli było to wiele lat temu) i nie mogliśmy w nim uczestniczyć, wciąż możemy realizować micwę oznaczenia grobu, właśnie poprzez dodawanie do istniejącego dużego kamienia – naszych małych kamyków.

W tradycji żydowskiej nie ma ścisłego odpowiednika katolickiego Dnia Wszystkich Świętych. Modlitwę za zmarłych – Jizkor (dosłownie: „pamiętaj”), odmawia się w synagodze cztery razy w roku: w Jom Kipur, ostatni dzień Sukot, a także w Pesach i Szawuot. Natomiast pamięci zmarłego poświęcony jest jorcajt – dzień rocznicy jego śmierci.

Wszystkie reguły i zwyczaje dotyczące pogrzebu i postępowania z umierającym i zmarłym kierowane są przez dwie zasady: szacunku dla niego (kawod hameit) i pocieszania tych, których zostawił (nihum awelim).

Najbardziej znaną modlitwą, którą wiąże się ze zmarłymi, jest Kadisz. Nie jest to jednak – wbrew potocznej opinii – modlitwa za zmarłego. Kadisz jest modlitwą wychwalającą wspaniałość Boga, którą, według halachy, syn powinien wygłaszać codziennie przez jedenaście miesięcy od dnia pogrzebu swojego ojca lub matki. W przypadku śmierci brata, siostry, dziecka lub małżonka Kadisz jest wygłaszany przez miesiąc. Modlitwa Kadisz wymaga minjanu, czyli obecności dziesięciu dorosłych mężczyzn (religijnych Żydów), nie jest to więc modlitwa, którą można wypowiadać indywidualnie.

Kadisz nie zawiera żadnych odwołań do śmierci ani żałoby. Jest deklaracją głębokiej wiary; jego tekst jest w języku aramejskim, powszechnie zrozumiałym w okresie, gdy ta modlitwa powstała (ponad dwa tysiące lat temu). Dlaczego więc wygłaszany jest Kadisz? I skąd jego związek z żałobą po zmarłym?

Zazwyczaj po śmierci osoby tak bliskiej, jak matka lub ojciec, pojawia się u ludzi – pod wpływem bólu i rozpaczy – zwątpienie w Boga. Publiczne wygłaszanie właśnie w takiej sytuacji pochwały Boga i wyznanie wiary ma udowadniać, jak dobrze wypełniła zmarła osoba swoją rolę rodzica, skoro wychowała dziecko, którego wiara nie poddaje się zwątpieniu nawet w najtrudniejszych momentach życia.

Natomiast istnieje kilka modlitw dosłownie i wyłącznie za zmarłych, z których najbardziej znaną jest Jizkor („Pamiętaj”). Modlitwa Jizkor jest wygłaszana za ojca, matkę, krewnego, krewną, dalszą rodzinę, męczenników, żołnierzy i rozpoczyna się słowami: „Niech Bóg wspomni duszę mojego ojca i mojego nauczyciela (imię i nazwisko), który odszedł do swojego świata”.

Inna modlitwa za zmarłego, który nie jest krewnym osoby wygłaszającej ją, to np. El male rachamim: „Boże pełen miłosierdzia, który mieszkasz na wysokościach, znajdź właściwy odpoczynek pod skrzydłami Twojej Obecności, na poziomach świętości i czystości, świecących jak blask sklepienia niebieskiego, dla duszy (imię zmarłego lub zmarłej) syna (lub córki) (imię ojca zmarłego lub zmarłej), który (która) odszedł (odeszła) do swojego świata, a ja dam jałmużnę na wspomnienie jego (jej) duszy. Oby jego (jej) odpoczynek był w Ogrodzie Edenu, dlatego oby Dawca Miłosierdzia ukrył go (ją) w ukryciu Swoich skrzydeł na wieki i oby związał jego (jej) duszę węzłem życia. Bóg jest jego (jej) dziedzictwem i oby wytchnął (wytchnęła) on (ona) w pokoju na swoim miejscu spoczynku”.

Modlitwy za zmarłych wygłasza się w synagodze podczas określonych dni niektórych świąt oraz odwiedzając grób zmarłego, co – według zwyczaju – odbywa się co najmniej raz do roku, w rocznicę śmierci, czyli jorcajt.

Żałoba (awelut) obchodzona jest przez mężczyzn i przez kobiety. Żałobę należy, według zasad halachy, obchodzić po śmierci siedmiu osób: ojca, matki, syna, córki, brata (w tym przyrodniego), siostry (w tym przyrodniej), męża (żony).

Osoba, która jest zobowiązana według żydowskiego prawa religijnego do przestrzegania żałoby, nazywa się onen.

Okres od dowiedzenia się o śmierci bliskiej osoby do jej pogrzebu – to aninut. Pierwszy etap żałoby to sziwa (dosłownie „siedem”) – okres trwający, jak sama nazwa wskazuje, siedem dni od pogrzebu (ściśle mówiąc, od zasypania grobu ziemią).

Żałobnicy przebywają razem w jednym miejscu (najczęściej w mieszkaniu najbliższego krewnego osoby zmarłej). Powinni siedzieć na niższych niż zwykle krzesłach.

Wykonywanie wielu czynności jest im zakazane. Między innymi: nie wolno im nosić skórzanych butów, nie mogą wykonywać niektórych prac domowych, np. prania i prasowania; nie wolno im kąpać się dla przyjemności i używać do mycia ciepłej wody.

W tym okresie halacha zakazuje również obcinania włosów, golenia się, obcinania paznokci, używania perfum i większości kosmetyków. Nie wolno również mieć kontaktów seksualnych. Nie wolno pracować. Nie jest także dozwolone wkładanie nowych, dotąd nieużywanych strojów. Wchodząc do domu, gdzie trwa sziwa, nie należy pozdrawiać obecnych tam osób, nie należy się z nimi witać, żegnać ani rozpoczynać z nimi rozmowy.

Natomiast wychodząc z domu żałoby należy powiedzieć:

HaMakom jenachem otcha betoch szear awlej Cijon weJeruszalajim („Niech Bóg Wszechmogący pocieszy ciebie i innych, którzy opłakują Syjon i Jerozolimę”).

Po siedmiu dniach, rozpoczyna się drugi okres żałoby, zwany szloszim (dosłownie „trzydzieści”), trwający od dnia zakończenia sziwy do trzydziestego dnia po pogrzebie.

W tym czasie zabronione jest między innymi strzyżenie i golenie, obcinanie paznokci, branie kąpieli dla przyjemności, noszenie świeżo wypranych i wyprasowanych ubrań, uczestniczenie w uroczystościach i zebraniach towarzyskich oraz żenienie się i wychodzenie za mąż.

Trzeci okres żałoby zwany szneim asar chodesz („dwanaście miesięcy”) lub – ogólnie - awelut i trwający rok, obchodzony jest wyłącznie po śmierci ojca lub matki.

W tym okresie zakazane jest, między innymi, branie udziału w uroczystościach weselnych oraz słuchanie muzyki, chodzenie do teatru i kina. Nie wolno także przebywać w towarzystwie więcej niż dwu osób, aby unikać przyjemności (simchat mereim), których dostarczają kontakty z przyjaciółmi.

Jak się postepuje w razie śmierci?

Zgodnie z halachą, konieczne jest stwierdzenie zatrzymania pracy serca, braku oddechu i – ostatecznie – obniżenia temperatury ciała.  W ostatnich momentach życia, wówczas gdy można było zakładać, że zgon jest prawdopodobny, nikomu nie wolno byłoby opuścić pomieszczenia, w którym znajdował się umierający (goses). Po stwierdzeniu zgonu, ktoś z najbliższej rodziny musi zamknąć mu oczy i zasłonić jego twarz prześcieradłem.

Od tego momentu jego zwłoki nie powinny być już dotykane, poza tym, gdy trzeba dokonać niezbędnych czynności.W niektorych środowiskach był przestrzegany zwyczaj położenia zwłok na podłodze, tak aby nogi skierowane były w stronę drzwi, i rozlania wody na podłogę. Jeżeli tak, to powinno to być zrobione w około dwadzieścia minut po stwierdzeniu, że nie żyje.

A może ciało zwrócone byłoby w stronę Jerozolimy? Ten zwyczaj też był przyjęty. Wokół zwłok zapalane byłyby świece. Zebrani w pokoju, w którym nastąpił zgon, zwracaliby się z prośbami do zmarłego, o przebaczenie im wyrządzonych mu za życia krzywd.

W tym samym czasie zasłonięte zostałyby lustra w całym domu i rozpoczęłoby się odmawianie Psalmów 23 i 91.

Od tego momentu aż do pogrzebu, zwłoki nie pozostawałyby ani na moment same. Czasami trzeba było pewno potrzebne wzywanie szomera (strażnika zwłok), recytująego Psalmy.

Następnie, jak najszybciej, ale oczywiście w zależności od tego, o jakiej porze nastąpił zgon, ciało zostałoby poddane oczyszczeniu (tahara), które jest zabiegiem przede wszystkim rytualnym. Po ubraniu w fastrygowany, a nie szyty tachrichim (biały całun) – który ma symbolizować strój noszony przez Najwyższego Kapłana, ciało zmarłego czekałoby na pochówek (kewura), który powinien nastąpić nie później niż dwadzieścia cztery godziny od zgonu.

Zmarły (odziany w całun) położony na marach, a przed złożeniem do grobu zdjęty został kaptur całunu i na oczach, nosie oraz ustach zmarłego położone gliniane skorupki.

Jezeli zmarłym jest mezczyzna razem ze zwłokami chowano by także szal modlitewny – z odciętym jednym cicit.

Zmarłego na cmentarz zawiózł karawan, a rodzina, uczniowie i żałobnicy szliby za karawanem. Kobiety szłyby osobno. Gdy nadchodził kondukt, zamykane były sklepy.

Słychać byłoby zawodzenia, szloch i płacz żałobników. Idący za trumną wygłaja ciduk hadin (akceptację wyroku Boga). Na cmentarzu rozdzierą ubranie (kerija) i odmaja właściwe błogosławieństwo „Błogosławiony jesteś Ty, Bóg, nasz Bóg, Król świata, prawdziwy Sędzia”

Garść ziemi z Erec Jisrael (Ziemi Jisraela, czyli ówczesnej Palestyny) rzucona – jako pierwsza – do grobu albo umieszczono by ją w woreczku pod głową zmarłego.

Po wypełnieniu grobu ziemią zmówiony zostałby Kadisz.

Przy wychodzeniu z cmentarza każdy zrywałby źdźbło trawy i rzucając je za prawe ramię wypowiadał słowa: „Oby ludzie odrośli w mieście, jak trawa na ziemi. Pamiętaj, że jesteśmy tylko prochem”.

Śmierć dla Żydów jest zmianą, a nie końcem.

„I wróci proch do ziemi, jak był, a duch wróci do Boga, który go dał” (Księga Koheleta 12, 7).

Chasydyzm uważa, że ani energia materialna, ani duchowa nie giną, a jedynie zmieniają formę. Tak jak życie jest dniem pomiędzy nocą nieistnienia a nocą śmierci, tak śmierć jest tylko nocą pomiędzy dniem życia i dniem życia w „świecie, który nadejdzie” (Olam Haba).

Dlatego w tradycji chasydzkiej rozpacz spowodowana odejściem człowieka, już za rok od pogrzebu – podczas uroczystości jorcajt (rocznicy śmierci) – przemienia się w radość z faktu, że dusza zmarłego nie jest już ograniczona fizycznością ludzkiego ciała i może cieszyć się bliskością Boga.

 

wtorek, 23 marca 2010
wtorek, 16 marca 2010
piątek, 22 stycznia 2010

jpgOkoło 3 rano Kuba zaczął głośno płakać. Nie słyszałam żadnych ruchów jego mamy, więc wstałam żeby zobaczyć co się dzieje w dzieckiem. Dla mnie to pikus wstać w środku nocy, żeby przytulić zapłakanego malucha. Karolina siedziała do późna przy komputerze, pisała pracę, oglądała film o depresji, załatwiała korespondencję „ naszej klasy”, przeglądała modę, zdjęcia - wszystko to u mnie w pokoju – w końcu udała mi się zasnąć.

Byłam pewna, ze córka spi i nie słyszy, albo słyszy i czeka az Kuba sam się uspokoi. Trwało to stosukowo długo, płakał coraz głośniej, prawie krzyczał. Nocny wypoczynek sąsiadów na pewno był zakłócony. Wstałam, otworzyłam drzwi i co widzę: Karolina siedzi w łóżku, lekko pochylana, Kuba wije się na jej łóżku, nogi na poduszce, pościel skotłowana....

Wyglądało na ból brzucha, może zbyt późno zjadł kolację? - zdążyłam pomyśleć.

- Czego tu przylazłaś? Durna stara krowa! Wynoś się do siebie!

Nie spałam do rana. W drodze na zajęcia postanowiłam, ze po sesji egzaminacyjnej i feriach w Norwegii Karolina wróci do swojego mieszkania u ojca. Ta „miłość rodzinna” odbywa się wyłącznie moim kosztem. Po prostu tego nie wytrzymuję. Wiem, ze będzie mi bardzo brakowało Kuby, ale nie będę płakać trzy razy dziennie, a lekarz nie będzie musial szukać powodu mojego złego samopoczucia.

Po zajęciach zrobiłam sobie Dzień Babci - poszłam na grochówkę i ruskie pierogi ze smażoną cebulką - wszystko zabronione ze względu na wiek i wagę, ale radości pełne talerze, za to wszystko zapłaciłam cale 14 złotych! Takie jedzenie może być tylko w Białymstoku.

Za chwilę przeniosłam się do galerii, obeszłam wszystkie sklepy z ciuchami, niczego nie kupiłam, ale czułam ból nóg.

Zamówiłam dużą kawę z mlekiem i bananową tartę - około 350 kcal. Żeby już grzeszyć do wieczora wyłączyłam komórkę i poszłam do kina na „Wszystko, co kocham”.

Taksówką wróciłam do domu.

 

wtorek, 29 grudnia 2009

jpge

GREAT TRUTHS ABOUT GROWING OLD:

 

1) Growing old is mandatory; growing up is optional..

2) Forget the health food. I need all the preservatives I can get.

3) When you fall down, you wonder what else you can do while you're down there.

4) You're getting old when you get the same sensation from a rocking chair that you once got from a roller coaster.

5) It's frustrating when you know all the answers but nobody bothers to ask you the questions.

6) Time may be a great healer, but it's a lousy beautician

7) Wisdom comes with age, but sometimes age comes alone.

SUCCESS:

 

At age 4 success is . . . . Not piddling in your pants.

At age 12 success is . . . Having friends.

At age 18 success is . . . Having a driver's license.

At age 30 success is . . . Having money.

At age 50 success is . . . Having money.

At age 70 success is . . . Having a drivers license.

At age 75 success is . . . Having friends.

At age 80 success is . . . Not piddling in your pants.

 

 

 

sobota, 19 grudnia 2009

jpg

1) No matter how hard you try, you can't baptize cats..
2) When your Mum is mad at your Dad, don't let her brush your hair.
3) If your sister hits you, don't hit her back. They always catch the second person.
4) Never ask your 3-year old brother to hold a tomato.
5) You can't trust dogs to watch your food.
6) Don't sneeze when someone is cutting your hair.
7) Never hold a Dust-Buster and a cat at the same time.
8) You can't hide a piece of broccoli in a glass of milk.
9) Don't wear polka-dot underwear under white shorts.
10) The best place to be when you're sad is Grandpa's lap.


 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Skopiuj CSS