generation gap

piątek, 02 września 2011

jpg

Kraków, rok 1978, kultowa herbato-kawiarnia na Gołębiej.

30. letni wówczas filozof Jacek N, zwany "Dżadża" (dość wyraźna nadwaga i 10. letni już staż małżeński na głowie) , siorbie swoją herbatkę i w ulubiony sposób powoli, magnetycznie koncentruje na sobie uwagę sporej liczby siedzących przy sąsiednich stolikach panienek.

Idzie mu świetnie, głośno peroruje, błyszczy.

Nagle wchodzi Jan Himilsbach, z kimś drugim; zachowuje się głośno, rozgląda, zamawia dobre alkohole.

Już żadna panienka nie zwraca uwagi na biednego Dżadżę.

Ten jeszcze przez chwilę próbuje walczyć, nie ma szans. Nagle głośno, z hukiem krzesełka wstaje podchodzi do stolika Himilsbacha, staje nad nim; wielki, brodaty i mówi silnym głosem:

- "Stary, kopsnij no szluga!"

Sala zamiera, Himilsbach patrzy zdziwiony, potem jakoś się kurczy i wyciąga w kierunku Jacka paczkę "sportów". Ten wyjmuje dwa, powoli, powoli, rozpina kieszonkę koszuli-bluzy, chowa jednego, drugiego wkłada do ust - ale stoi nad swoim dobroczyńcą nadal.

Słychać kędy w kątach pluskwy tną stare tapety i jak gwałtownie tłucze się serce barmanki.

Dżadża przeciąga tą sytuację, wydaje się - w nieskończoność. Potem mówi:

"Stary, a żarku to kto mi kopsnie?"

Himilsbach rozgląda się bezradnie, ale nikt nie przychodzi mu z pomocą. Zapala zapalniczkę, ale Jacek nie chce się pochylić; musi więc unieść się z miejsca, prawie wstać. Już wie wszystko - jest przegrany.

Zadowolony Dżadża wraca powoli do naszego stolika - wszystkie panienki, łącznie z barmanką, patrzą już tylko na niego ...

W Mińsku ludzie na nowo zaczynają Jana odkrywać.

Miałam wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Opowiedziałam anegdotę, jak Himilsbach miał grać w "Liście Schindlera". Epizod, ale amerykańska gaża, Hollywood! A Janek mówi, że nie chce. Zażyczyli, żeby się angielskiego nauczył. No i co?

"No - mówi Himilsbach - ja to bym się i nauczył, ale potem innego znajdą, a ja zostanę z angielskim jak ten ch...".

Sala w śmiech. W tym momencie wchodzi pani dyrektor domu kultury:

"Mam dobrą wiadomość - od wtorku mamy wykłady angielskiego!".

Emeryci leżą ze śmiechu.

Eleganckie panie i panowie z tylnych rzędów krzyczą: "A na ch... nam ten angielski!". Tak, przeżywa renesans Janek Himilsbach.

 A Jacek?Mieszko w Toronto, Kanada. Ma uroczego syna i dalej stara się podrygiwać...

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Po tragicznej katastrofie samolotowej, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, trwa żałoba i Polskę czeka dniach wiele uroczystości pogrzebowych. Większość z nich odbędzie się w obrządku katolickim. A jak wygląda pogrzeb i żałoba w tradycji judaizmu?

Od wielu pokoleń rodziny żydowskie przestrzegają stałego obrządku pogrzebowego. Według nakazu religijnego prawa żydowskiego pogrzeb musi odbyć się jak najszybciej. Jedynie, gdy musiałby odbyć się w Szabat lub święto – może być przesunięty na okres późniejszy niż dwadzieścia cztery godziny po zgonie.

Pogrzeb i wszystkie zwyczaje z nim związane muszą być najprostsze i najskromniejsze, na ile to tylko możliwe.

Organizacją pogrzebu zajmuje się chewra kadisza („święte stowarzyszenie”) – bractwo pogrzebowe działające przy synagodze lub gminie i opiekujące się również cmentarzem.

Prawo religijne zabrania skomplikowanych i wystawnych pogrzebów, wychodząc z założenia, że wszyscy są równi wobec śmierci.

Trumna (aron) powinna być prosta, bez ozdób, drewniana.

Ciało ubrane w prosty, biały całun (tachrichim) - w fastrygowany, a nie szyty. Rabini zawsze zwracali uwagę na „demokratyczny wymiar śmierci”, aby biedne rodziny nie czuły się zawstydzone na cmentarzu skromnością pogrzebu ani nie próbowały dorównać – kosztem wyrzeczeń – swoim bogatym sąsiadom.

W trakcie pogrzebu trumna jest zamknięta, nie ma zwyczaju „oglądania” zwłok. Podczas wszystkich pogrzebów ortodoksyjnych i większości innych odłamów judaizmu, nie składa się kwiatów na grobie ani nie ma zwyczaju gry na instrumentach muzycznych, ponieważ i kwiaty, i muzyka symbolizują radość. Natomiast popularne jest wpłacanie pieniędzy na cele dobroczynne, dla uczczenia pamięci zmarłego.

Pogrzeby trwają krótko. Najpierw odbywa się uroczystość w domu pogrzebowym, gdzie zmarły jest wspominany w mowie zwanej hesped – której celem, z założenia, jest uświadomienie słuchaczom bólu, wynikającego z poniesionej straty. Później trumna zostaje przeniesiona na cmentarz. Gdy zostaje ona opuszczona do grobu, najbliżsi krewni zmarłego rzucają na nią zazwyczaj pierwsze szpadle ziemi.

Tora skierowywała uwagę człowieka na życie. Jednak nie znaczy to, że całkowicie milczy na temat pogrzebu. To właśnie w Torze - w księdze Dewarim znajduje się nakaz pogrzebania człowieka w dzień śmierci (21, 23). Także z Tory wyinterpretowane jest przykazanie nakazujące położenie kamienia nagrobnego ("oznaczenia grobu").

Oznaczenie nim miejsca czyjegoś pochówku jest uznawane za spełnienie przykazania, micwy chesed szel emet, czyli „prawdziwego umiłowania”. Micwa ta ma swoje źródło w historii biblijnej – w sytuacji, w której Jaakow prosi swego syna Josefa, aby nie zostawiał po śmierci jego zwłok w Egipcie, używając tych właśnie słów: „postąp wobec mnie z dobrocią i prawdą” (prawdziwym umiłowaniem) (Bereszit 47, 29).

Judaizm uważa tę formę dobroci, którą skierowujemy wobec zmarłych, za najwyższą formę dobroci, bo nie istnieje najmniejsza nawet możliwość, aby ten, komu ją okazujemy, mógł nam za nią odpłacić. Jest to więc dobroć całkowicie bezinteresowna.

Takie traktowanie zmarłego jest przyczyną istnienia popularnego zwyczaju kładzenia kamyków na grobie przez Żydów odwiedzających cmentarze. Gdy już odbył się pogrzeb (nawet, jeśli było to wiele lat temu) i nie mogliśmy w nim uczestniczyć, wciąż możemy realizować micwę oznaczenia grobu, właśnie poprzez dodawanie do istniejącego dużego kamienia – naszych małych kamyków.

W tradycji żydowskiej nie ma ścisłego odpowiednika katolickiego Dnia Wszystkich Świętych. Modlitwę za zmarłych – Jizkor (dosłownie: „pamiętaj”), odmawia się w synagodze cztery razy w roku: w Jom Kipur, ostatni dzień Sukot, a także w Pesach i Szawuot. Natomiast pamięci zmarłego poświęcony jest jorcajt – dzień rocznicy jego śmierci.

Wszystkie reguły i zwyczaje dotyczące pogrzebu i postępowania z umierającym i zmarłym kierowane są przez dwie zasady: szacunku dla niego (kawod hameit) i pocieszania tych, których zostawił (nihum awelim).

Najbardziej znaną modlitwą, którą wiąże się ze zmarłymi, jest Kadisz. Nie jest to jednak – wbrew potocznej opinii – modlitwa za zmarłego. Kadisz jest modlitwą wychwalającą wspaniałość Boga, którą, według halachy, syn powinien wygłaszać codziennie przez jedenaście miesięcy od dnia pogrzebu swojego ojca lub matki. W przypadku śmierci brata, siostry, dziecka lub małżonka Kadisz jest wygłaszany przez miesiąc. Modlitwa Kadisz wymaga minjanu, czyli obecności dziesięciu dorosłych mężczyzn (religijnych Żydów), nie jest to więc modlitwa, którą można wypowiadać indywidualnie.

Kadisz nie zawiera żadnych odwołań do śmierci ani żałoby. Jest deklaracją głębokiej wiary; jego tekst jest w języku aramejskim, powszechnie zrozumiałym w okresie, gdy ta modlitwa powstała (ponad dwa tysiące lat temu). Dlaczego więc wygłaszany jest Kadisz? I skąd jego związek z żałobą po zmarłym?

Zazwyczaj po śmierci osoby tak bliskiej, jak matka lub ojciec, pojawia się u ludzi – pod wpływem bólu i rozpaczy – zwątpienie w Boga. Publiczne wygłaszanie właśnie w takiej sytuacji pochwały Boga i wyznanie wiary ma udowadniać, jak dobrze wypełniła zmarła osoba swoją rolę rodzica, skoro wychowała dziecko, którego wiara nie poddaje się zwątpieniu nawet w najtrudniejszych momentach życia.

Natomiast istnieje kilka modlitw dosłownie i wyłącznie za zmarłych, z których najbardziej znaną jest Jizkor („Pamiętaj”). Modlitwa Jizkor jest wygłaszana za ojca, matkę, krewnego, krewną, dalszą rodzinę, męczenników, żołnierzy i rozpoczyna się słowami: „Niech Bóg wspomni duszę mojego ojca i mojego nauczyciela (imię i nazwisko), który odszedł do swojego świata”.

Inna modlitwa za zmarłego, który nie jest krewnym osoby wygłaszającej ją, to np. El male rachamim: „Boże pełen miłosierdzia, który mieszkasz na wysokościach, znajdź właściwy odpoczynek pod skrzydłami Twojej Obecności, na poziomach świętości i czystości, świecących jak blask sklepienia niebieskiego, dla duszy (imię zmarłego lub zmarłej) syna (lub córki) (imię ojca zmarłego lub zmarłej), który (która) odszedł (odeszła) do swojego świata, a ja dam jałmużnę na wspomnienie jego (jej) duszy. Oby jego (jej) odpoczynek był w Ogrodzie Edenu, dlatego oby Dawca Miłosierdzia ukrył go (ją) w ukryciu Swoich skrzydeł na wieki i oby związał jego (jej) duszę węzłem życia. Bóg jest jego (jej) dziedzictwem i oby wytchnął (wytchnęła) on (ona) w pokoju na swoim miejscu spoczynku”.

Modlitwy za zmarłych wygłasza się w synagodze podczas określonych dni niektórych świąt oraz odwiedzając grób zmarłego, co – według zwyczaju – odbywa się co najmniej raz do roku, w rocznicę śmierci, czyli jorcajt.

Żałoba (awelut) obchodzona jest przez mężczyzn i przez kobiety. Żałobę należy, według zasad halachy, obchodzić po śmierci siedmiu osób: ojca, matki, syna, córki, brata (w tym przyrodniego), siostry (w tym przyrodniej), męża (żony).

Osoba, która jest zobowiązana według żydowskiego prawa religijnego do przestrzegania żałoby, nazywa się onen.

Okres od dowiedzenia się o śmierci bliskiej osoby do jej pogrzebu – to aninut. Pierwszy etap żałoby to sziwa (dosłownie „siedem”) – okres trwający, jak sama nazwa wskazuje, siedem dni od pogrzebu (ściśle mówiąc, od zasypania grobu ziemią).

Żałobnicy przebywają razem w jednym miejscu (najczęściej w mieszkaniu najbliższego krewnego osoby zmarłej). Powinni siedzieć na niższych niż zwykle krzesłach.

Wykonywanie wielu czynności jest im zakazane. Między innymi: nie wolno im nosić skórzanych butów, nie mogą wykonywać niektórych prac domowych, np. prania i prasowania; nie wolno im kąpać się dla przyjemności i używać do mycia ciepłej wody.

W tym okresie halacha zakazuje również obcinania włosów, golenia się, obcinania paznokci, używania perfum i większości kosmetyków. Nie wolno również mieć kontaktów seksualnych. Nie wolno pracować. Nie jest także dozwolone wkładanie nowych, dotąd nieużywanych strojów. Wchodząc do domu, gdzie trwa sziwa, nie należy pozdrawiać obecnych tam osób, nie należy się z nimi witać, żegnać ani rozpoczynać z nimi rozmowy.

Natomiast wychodząc z domu żałoby należy powiedzieć:

HaMakom jenachem otcha betoch szear awlej Cijon weJeruszalajim („Niech Bóg Wszechmogący pocieszy ciebie i innych, którzy opłakują Syjon i Jerozolimę”).

Po siedmiu dniach, rozpoczyna się drugi okres żałoby, zwany szloszim (dosłownie „trzydzieści”), trwający od dnia zakończenia sziwy do trzydziestego dnia po pogrzebie.

W tym czasie zabronione jest między innymi strzyżenie i golenie, obcinanie paznokci, branie kąpieli dla przyjemności, noszenie świeżo wypranych i wyprasowanych ubrań, uczestniczenie w uroczystościach i zebraniach towarzyskich oraz żenienie się i wychodzenie za mąż.

Trzeci okres żałoby zwany szneim asar chodesz („dwanaście miesięcy”) lub – ogólnie - awelut i trwający rok, obchodzony jest wyłącznie po śmierci ojca lub matki.

W tym okresie zakazane jest, między innymi, branie udziału w uroczystościach weselnych oraz słuchanie muzyki, chodzenie do teatru i kina. Nie wolno także przebywać w towarzystwie więcej niż dwu osób, aby unikać przyjemności (simchat mereim), których dostarczają kontakty z przyjaciółmi.

Jak się postepuje w razie śmierci?

Zgodnie z halachą, konieczne jest stwierdzenie zatrzymania pracy serca, braku oddechu i – ostatecznie – obniżenia temperatury ciała.  W ostatnich momentach życia, wówczas gdy można było zakładać, że zgon jest prawdopodobny, nikomu nie wolno byłoby opuścić pomieszczenia, w którym znajdował się umierający (goses). Po stwierdzeniu zgonu, ktoś z najbliższej rodziny musi zamknąć mu oczy i zasłonić jego twarz prześcieradłem.

Od tego momentu jego zwłoki nie powinny być już dotykane, poza tym, gdy trzeba dokonać niezbędnych czynności.W niektorych środowiskach był przestrzegany zwyczaj położenia zwłok na podłodze, tak aby nogi skierowane były w stronę drzwi, i rozlania wody na podłogę. Jeżeli tak, to powinno to być zrobione w około dwadzieścia minut po stwierdzeniu, że nie żyje.

A może ciało zwrócone byłoby w stronę Jerozolimy? Ten zwyczaj też był przyjęty. Wokół zwłok zapalane byłyby świece. Zebrani w pokoju, w którym nastąpił zgon, zwracaliby się z prośbami do zmarłego, o przebaczenie im wyrządzonych mu za życia krzywd.

W tym samym czasie zasłonięte zostałyby lustra w całym domu i rozpoczęłoby się odmawianie Psalmów 23 i 91.

Od tego momentu aż do pogrzebu, zwłoki nie pozostawałyby ani na moment same. Czasami trzeba było pewno potrzebne wzywanie szomera (strażnika zwłok), recytująego Psalmy.

Następnie, jak najszybciej, ale oczywiście w zależności od tego, o jakiej porze nastąpił zgon, ciało zostałoby poddane oczyszczeniu (tahara), które jest zabiegiem przede wszystkim rytualnym. Po ubraniu w fastrygowany, a nie szyty tachrichim (biały całun) – który ma symbolizować strój noszony przez Najwyższego Kapłana, ciało zmarłego czekałoby na pochówek (kewura), który powinien nastąpić nie później niż dwadzieścia cztery godziny od zgonu.

Zmarły (odziany w całun) położony na marach, a przed złożeniem do grobu zdjęty został kaptur całunu i na oczach, nosie oraz ustach zmarłego położone gliniane skorupki.

Jezeli zmarłym jest mezczyzna razem ze zwłokami chowano by także szal modlitewny – z odciętym jednym cicit.

Zmarłego na cmentarz zawiózł karawan, a rodzina, uczniowie i żałobnicy szliby za karawanem. Kobiety szłyby osobno. Gdy nadchodził kondukt, zamykane były sklepy.

Słychać byłoby zawodzenia, szloch i płacz żałobników. Idący za trumną wygłaja ciduk hadin (akceptację wyroku Boga). Na cmentarzu rozdzierą ubranie (kerija) i odmaja właściwe błogosławieństwo „Błogosławiony jesteś Ty, Bóg, nasz Bóg, Król świata, prawdziwy Sędzia”

Garść ziemi z Erec Jisrael (Ziemi Jisraela, czyli ówczesnej Palestyny) rzucona – jako pierwsza – do grobu albo umieszczono by ją w woreczku pod głową zmarłego.

Po wypełnieniu grobu ziemią zmówiony zostałby Kadisz.

Przy wychodzeniu z cmentarza każdy zrywałby źdźbło trawy i rzucając je za prawe ramię wypowiadał słowa: „Oby ludzie odrośli w mieście, jak trawa na ziemi. Pamiętaj, że jesteśmy tylko prochem”.

Śmierć dla Żydów jest zmianą, a nie końcem.

„I wróci proch do ziemi, jak był, a duch wróci do Boga, który go dał” (Księga Koheleta 12, 7).

Chasydyzm uważa, że ani energia materialna, ani duchowa nie giną, a jedynie zmieniają formę. Tak jak życie jest dniem pomiędzy nocą nieistnienia a nocą śmierci, tak śmierć jest tylko nocą pomiędzy dniem życia i dniem życia w „świecie, który nadejdzie” (Olam Haba).

Dlatego w tradycji chasydzkiej rozpacz spowodowana odejściem człowieka, już za rok od pogrzebu – podczas uroczystości jorcajt (rocznicy śmierci) – przemienia się w radość z faktu, że dusza zmarłego nie jest już ograniczona fizycznością ludzkiego ciała i może cieszyć się bliskością Boga.

 

wtorek, 23 marca 2010
wtorek, 16 marca 2010
środa, 16 grudnia 2009

Czekam dwa tygodnie na wynik operacji Hani, mojej bratowej. Jurek, jej mąż, a mój brat, zmarł latem tego roku. Od chwili choroby i śmierci Jurka Hania ani jednego dnia czuła się dobrze...Nikogo to specjalnie nie dziwiło przez pewien czas , wiadomo było, ze dużo przeszła, nawet nie miała siły płakać, pilnowała Natalie, wnuczkę specjalne dała pokój zmarłego męża Maćkowi, synowi starszej córki, w ten sposób miała towarzystwo i zajęcie.....ale głowa ciągle bolała.

Tabletki, wizyta w lekarza, wizyta w kolejnych lekarzy, szpital i skierowanie na operacje oponiaka.

....i czekania przez dwa tygodnie na tę operację. To niby krotko w porównaniu z innymi pacjentami, ale w sytuacji chorej służby zdrowia, wszystko wydaje się bardzo wydłużone. Codzienne była badania, szykowania do operacji, w związku do popołudnia nie dostała posiłków, dwa razy dostała cześć leków związanych ze znieczuleniem, a przeszkody były naprawdę różne: dla rodziny brzmiały jak wymówki, oznaczały, ze cos jest nie w porządku, może w ogóle nie chcą operować ze względu na stan guza... potem Hani skoczyło ciśnienie - nic dziwnego, przez to czekanie można się wykończyć! W końcu w dniu operacji, kolejny termin, nie było ogrzewania w sali operacyjnej.....!

Dzis wreszcie zabieg operacyjnymi przeprowadzono! Trwał ponad 4 godziny, przed chwila miałam telefon, ze Hania zaczęła się budzić, nawet zapytała ile godzin spędziła na stole operacyjnym. Myślę, ze już jest po kłopocie - chirurg twierdził wszystko jest w porządku, usunięto cały guz i powinno być OK, głowa nie powinna więcej bolec, a ..... o innych dolegliwościach po operacyjnych nawet nie chce myśleć.

Jest mi dużo lżej, oczywiście rozbeczałam się jak dziecko, dobrze ze w rozmowie z Monika dałam radę utrzymać normalny tembr głosu.

Haniu, wracaj szybko do zdrowia i do nas, do swoich córek i wnucząt, do rodzeństwa i do świata!

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Skopiuj CSS