|
Mój przypadek można traktować jako dowód niezwykłej plastyczności mózgu człowieka.Jest rzeczą trudną przy naszym słabym mózgu uzmysłowić sobie w pełni, że nie można pojąć czegoś, co jest niepojęte.
Blog > Komentarze do wpisu
pierwsze i ostatnieNie pamiętam moich pierwszych imienin - prawdopodobnie były obchodzone we Wrocławiu, w domu mojej babci Stasi i cioci Anki. Te obie panie miały prawdziwego fiolka na moim punkcie, starały się bardzo zastąpić mi rodziców, którzy właśnie wtedy byli bardzo zajęci ciążą i porodem i kolejnym rodzicielstwem....przychodził na świat mój brat Jurek, bardzo słaby, mama była także niezbyt silna, a ja bardzo wymagająca, sprytna blondynka , kręcone włosy i charakterek, pierwsze dziecko, pierwsza wnuczka, gaduła, wymagająca dużej uwagi non-stop...Opuściłam Kamienna Góra i wylądowałam we Wrocławiu, w pięknym dużym mieszkaniu z fortepianem i deska kreślarską, pięknymi meblami, miedzianymi kranami i rurami, dwoma balkonami, parkietem i posadzka „z nieba”. Piecami z holenderskich kafli.....wszystko to było bardzo solidnie wykonanie, żadna cegła nie była uszkodzona w „naszej” klatce schodowej, ale po podwórku i w piwnicy biegały szczury wielkości kotów..... Babia dbała o moje stroje, szyła i robiła na drutach czy szydełku piękne kreacje, obowiązkowo nosiłam rękawiczki i torebkę, nie bawiłam się z „tą chołotą” z kamienicy, ani z podwórka. Miałam jedną, jedyną we Wrocławiu koleżankę w moim wieku Martę Kaszubę, którą wkrótce zaczęła „ubierać” moja babcia Stasia - wyrocznia mody na centralny Wrocław i Politechnikę. Ciotka Anka, ojca siostra, była studentką wydziału mechaniki i odlewnictwa, albo jakoś tak.... w każdym razie niezbyt wiele dziewczyn studiowalo odlewnictwo na świecie, a Anka była jedyna na swoim roku. Była piękną młodą kobieta, z długimi warkoczami - cały ówczesny Wrocław znal ja dzięki tym warkoczom. Na głowie obowiązkowo czapka studencka - to była zasada i swego rodzaju szpan, nie każdy mógł być studentem, a tylko ja miałam ciocię Ankę....chodziłam z nią na wiele zajęć, wykładów i słynne zebrania ZMP! Na jednym z tych politycznych mityngów mało nie doprowadziłam do skreślana ciotki z listy studentów / zaczęłam śmiać się głośno w najmniej korzystnym momencie. Oczywiście śmiałam się z żartów Andrzeja, kolegi Anki, podczas gdy z mównicy płynęły „niezwykle ważne dla kraju słowa o planie 6-letnim” Mój wybuch śmiechu tak rozbawił zebranych, ze prowadzący nie mógł zapanować na salą, bowiem trafiłam w tzn. dobry moment, był to śmiech dziecka, który ktos glosnie skomentował „ nawet dzieci smieja się z tego, one to rozumieją , a wy?” dotyczyło to sześciolatki i kłopotów ekonomicznych, których nie miało prawo w ogóle być....Wcześnie zaczęłam, prawda? Dlaczego o tym pisze? W dniu imienin pierwsza osobą, która zadzwoniła z życzeniami była właśnie ciotka Anka, siwa 75 latka, szczupła, przystojna wdowa z Gdyni. Potem niespodzianka - moja siostra Ela. Chyba będę umierać, nie dzwoniła do mnie od 6 lat....Cud? Całe imieniny spędziłam w Kubą, którego moja córka łaskawie zostawiła w domu z powodu kataru, bawiliśmy się świetnie, na koniec dnia Kuba z wdzięczności mnie obsikał. Pierwszy raz i bardzo był zdziwiony, ze tak duzo tego płynu leci po mojej nodze...”oooooooooooooooch!” Do drugiej w nocy robiłam tlumaczenie okladki plyty Chanajki Klezmer Band i ...cmentarzy żydowskich na Podlasiu. Acha i jeszcze cos „milego” - szefowa Uniwersytetu 3 Wieku podziękowała mi za 7 lat współpracy, komunikując, ze rezygnuje z naszych usług. Jak zwykle trafiła z tymi „życzeniami” w dychę - z wrażenia na chwilę straciłam mowę.
sobota, 05 grudnia 2009, saralewa
TrackBack
Komentarze
2009/12/09 20:40:35
Dziekuje za mile słowa, ale.... nie jestem takim "złotkiem" jak by mogło sie wydawac na podstawie słów, które sa tu przelane jako wyraz gniewu, rozpaczy, żartu ... na blogu możną umieścić prawie wszystko. Blog to wytrzyma, gorzej z bliskimi, którzy często nie wiedza o co chodzi. Pamiętaj - wiekszosc autorów, w tym ja!, pisze bardzo subiektywnie, za bardzo subiektywnie! Pozdrawiam
2009/12/09 21:28:55
och! wiem o tym :)
sama cenzuruję to, co piszę. pokazuję ludziom tylko to, co chcę pokazać. ale - coż z tego? poprawiamy sobie samoocenę, kreujemy jakiś swój lepszy wizerunek, pokazujemy się w lepszym świetle - to takie ludzkie. pozostaje nam życzyć sobie, abyśmy się stawali coraz podobniejsi do własnych marzeń o nas samych :) pozdrawiam serdecznie |
![]() ![]()
|
pewnie wiesz :)
tak sobie czytam i myślę, że chciałabym mieć taka...
babcię? ciotkę? moze mentorkę :)
mam nadzieję, że umiałabym docenić :)
pzdr